Znalezienie najemcy to jedno. Znalezienie właściwego najemcy — to zupełnie inna historia. W HOMtu nie szukamy przypadkowych lokatorów. Nie ufamy wyłącznie „pierwszemu wrażeniu” ani nie dajemy się zwieść ładnie sformułowanym wiadomościom na portalach ogłoszeniowych. Przez lata prowadzenia zarządzania najmem w czterech dużych miastach Polski, nauczyliśmy się jednej rzeczy: bezpieczeństwo właściciela zaczyna się od precyzyjnej weryfikacji osoby, której powierzymy jego nieruchomość.
Proces selekcji w HOMtu to coś znacznie więcej niż tylko sprawdzenie, czy ktoś „nie figuruje w bazie dłużników”. To pełna, wieloetapowa analiza, której celem jest jedno: upewnić się, że przyszły najemca poradzi sobie finansowo, będzie traktował mieszkanie z szacunkiem, i nie zniknie z dnia na dzień przestając odbierać telefony.
Zaczynamy zawsze od spotkania. Rozmowa twarzą w twarz daje nam znacznie więcej niż suchy formularz online. Widzimy, z kim mamy do czynienia. Sposób wypowiadania się, konkretność odpowiedzi, styl zachowania — to wszystko mówi nam więcej niż niejeden załącznik do maila. Nie oceniamy ludzi po wyglądzie, ale nie ignorujemy sygnałów. Czasem to ton głosu, czasem unikanie odpowiedzi na pytania o długość planowanego pobytu. Nasz zespół ma wyczucie. I wie, kiedy kandydat „coś kręci”.
Podczas rozmowy zadajemy konkretne pytania. Interesuje nas, czym się zajmuje, czy ma stałe dochody, jak dotąd wyglądała jego historia wynajmu, czy ma jakieś doświadczenia z wynajmem okazjonalnym, czy mieszkał wcześniej sam, czy z kimś. To nie jest przesłuchanie, raczej próba ułożenia układanki. Chcemy wiedzieć, czy dana osoba pasuje do konkretnego mieszkania, ale też — do sąsiedztwa. Bo wiemy z doświadczenia, że nawet świetny lokator może stać się problemem, jeśli będzie przeszkadzał starszym sąsiadom albo traktował mieszkanie jak przystanek w imprezowym tournee po mieście.
Oczywiście nie kończy się na rozmowie. W kolejnym kroku prosimy o udokumentowanie dochodu. Może to być zaświadczenie z pracy, wyciąg z konta lub kopia umowy. Zależy nam na tym, by ocenić, czy kandydat będzie w stanie regularnie płacić czynsz, nie balansując przy tym na krawędzi wypłacalności. Bo nawet jeśli dziś wszystko się zgadza — jutro może się okazać, że zobowiązań jest więcej niż dochodu. A tego chcemy uniknąć.
Tutaj wchodzi do gry coś, co odróżnia nas od większości firm zarządzających najmem. Jako pierwsi w Polsce zaczęliśmy sprawdzać bazy dłużników przed podpisaniem umowy z najemcą. Do tego mamy własny, bezpośredni dostęp do tych baz. Nie zlecamy tego pośrednikom, nie korzystamy z uproszczonych raportów. Sami zaglądamy do danych, które pozwalają nam zobaczyć więcej niż tylko: „czy ktoś ma dług”. Bo brak zaległości nie oznacza braku zobowiązań. My widzimy, ile i na co ktoś się zadłużył, czy spłaca kredyty, raty, chwilówki, czy może właśnie wziął pożyczkę konsumencką na 20 tysięcy. Możemy ocenić, czy jego miesięczne zobowiązania nie przekraczają realnych możliwości. Czy nie balansuje na linie, która w każdej chwili może się zerwać.
To szczególnie ważne, bo na rynku pełno jest osób, które jeszcze nie mają zaległości, ale już teraz żyją na kredyt. I choć formalnie wszystko się zgadza, to statystycznie są znacznie bardziej narażone na problemy z płynnością. My to widzimy. I podejmujemy decyzje z głową — tak, jakbyśmy mieli wynająć komuś nasze własne mieszkanie.
Weryfikacja kończy się nie wtedy, gdy znajdziemy pierwszą osobę „z pensją i bez długu”. Kończy się dopiero wtedy, gdy mamy wewnętrzną pewność, że przyszły najemca nie tylko zapłaci pierwszy czynsz, ale zrobi to również za trzy, sześć, dwanaście miesięcy. I że nie trzeba będzie wysyłać monitów ani dzwonić z pytaniem, kiedy przelew.
Właśnie dlatego współpracują z nami właściciele, którzy chcą spać spokojnie. Wiedzą, że nie wynajmujemy na chybił-trafił. Że nie wystawiamy mieszkania, byle „się kręciło”. Tylko budujemy solidne relacje i selekcjonujemy najemców z taką starannością, z jaką selekcjonuje się wspólnika do biznesu.
Bo tym właśnie jest najem: relacją opartą na zaufaniu, ale zabezpieczoną profesjonalizmem.